O autorze
Mama 4 letniej Zosi i 2,5 letniej Marysi. Posłanka, przewodnicząca sejmowej Komisji ds.Unii Europejskiej. Wolne chwile najchętniej spędza ze swoim mężem Maćkiem i córkami w ukochanym Trójmieście, o czym pisuje na rodzinnym blogu "Na trzech kółkach"

Jak Wy to wszystko ogarniacie?

Mamy aktywne zawodowo bardzo często pytane są o to, jak dają radę łączyć pracę poza domem z wychowywaniem dzieci. Mężczyzn raczej się o to nie pyta. Zupełnie tak, jakby czymś oczywistym było, że kobieta ma wyłączność nie tylko na urodzenie dziecka, ale i na zmienianie pieluch, odbieranie z przedszkola czy chodzenie na wywiadówki. A przecież facetów zaangażowanych w domowe obowiązki nie brakuje. Ciągle jednak postrzega się to jako coś nie do końca naturalnego.

W naszej rodzinie, leży jednak klucz do odpowiedzi na pytanie: "jak Ty to wszystko ogarniasz?".



Po pierwsze więc, nie "ja", a "my".

Kiedy 2 tygodnie po urodzeniu Zosi okazało się, że powinnam pojawić się w sejmie przedstawić jedną z ustaw, w pierwszej chwili zaczęłam się zastanawiać kogo poprosić by mnie w tym zastąpił. Jednak mój mąż podszedł do sprawy mniej stereotypowo.

Zapytał, czy zostawię dla Zosi wystarczająco dużo mleka, by mógł ją karmić podczas mojej nieobecności. Czymś oczywistym wydało mu się wtedy, że to on na cały dzień zostanie z Zosią, by ją karmić, usypiać i przewijać. Tak też się stało. Od tamtej pory nie mam wątpliwości, że zostawanie z ojcem nawet tak małego dziecka nie przynosi żadnej straty ani dziecku, ani rodzicom. Wręcz przeciwnie. Po urodzeniu Misi było jeszcze łatwiej, a wszystkim tym którzy uważają, że "porzucam" tak małe dziecko odpowiadam, że dziecko ma również tatę, który może być conajmniej tak dobrym rodzicem jak mama.

Zosia pod koniec roku skończy 4 lata, a naszą głowę bardziej niż odliczanie porcji mleka, zajmuje dziś dobrze zaplanowany kalendarz z tygodniowy i miesięczny wyprzedzeniem. Jednak z perspektywy tych kilku już lat muszę powiedzieć, że równy podział ról przynosi wiele korzyści przede wszystkich we wzajemnych relacjach.

Kiedy jednego z rodziców nie ma w domu, jest oczywiście tęsknota, ale nie ma płaczu "ja chcę do mamy". Gdy któraś nabije sobie guza nie biegnie odruchowo do mamy, ale do najbliższego z nas. Świetny kontakt naszych córek z obojgiem rodziców sprawia, że dziś równy podział obowiązków rodzicielskich nie wynika tylko z naszej aktywności zawodowej.

To świadomy wybór, który realizujemy z pełnym przekonaniem.
Trwa ładowanie komentarzy...